Nocna wedrowka z wezem i psem do ruin Majow

Nie moge wyjsc z podziwu ze to zrobilismy. Co do motywacji Meksykanskiej duszy. I wytrwalosci. Przyjaciele mojej dziewczyny u ktorej zostalam w Tonala, wpadli na pomysl zeby acampar en las montanas, rozbic namioty w górach i tam spędzić noc. Kiedy? Dzisiaj, tego samego dnia. Bo piatek. Dezuara zadzwonila ddo mnie i zaproponowala mi acampamiento en las montanas. Seguro que si! Umowilismy sie najpierw o 14 ale sie przedluzylo wiec potem umowilismy sie na 16. Jednak podczas tego czasu z pieknego bezchmurnego nieba, zdazyly zrobic sie chmury i deszcz. Tak, w koncu jestesmy w porze deszczowej. Deszcz byl niezbyt intensywny, ale… trwaly. Nie wiedzielismy jeszcze wtedy, ze bedzie padac toda la noche. Caly czas zastaawialismy sie czy jeszcze sie spotkamy z reszta, czy deszcz przejdzie, czy nie, bo od tego zalezalo czy nasze plany wypala czy nie. Ostatecznie spotkalismy si o 17. Myslalam, ze Meksykanie wymysla jakis nowy plan, ale ku mojemu zdziwieniu, nie dosc ze spotkalismy sie az w 9 osob, to jeszcze nie bylo mowy o zadnej zmianie planow! 9 osob. 3 dziewczyny i 6 chlopakow. 8 Meksykanow i ja. Pomimo deszczu, pomimo tego ze wiedzielismy, ze za jakies 3 godziny bedzie ciemno, zdecydowalismy sie isc. Szlismy na ruiny Majow, ktore znajduja sie niedaleko miasteczka Tonala. Myslalam, ze bedzie to lekki spacerek – radosnie dojsc na miejsce, zwiedzic ruiny, acampowac i rano rownie radosnie zejsc. Nic z tych rzeczy. Wzielismy combi, czyli busa ktory podwiozl nas do entrady (wejscia), czyli tam gdzie sie zaczyna sciezka. Myslalam ze to juz, ale twarda prawda przechytrzyla mnie – okazalo sie ze bedziemy caminowac 8 km! Co prawda jestem przyzwyczajona do chodzenia, zeszlego dnia bylam zadowolona ze przeszlam 6 km w sloncu i z calym ciezkim ekwipunkiem, a tu nagle sie okazuje ze bedziemy isc 8 km pod gorke w deszczu! Zajebiscie! Lubie takie przygody. Szlismy wiec. Przez cala droge nie uslyszalam zadnej quejy. Wrecz przeciwnie – narzucilismy sobie szybkie tempo, nikt nie chcial zostac w tyle, kazdy byl super zmotywowany zeby isc w tym deszczu. Musze wspomniec, ze nie kazdy byl przygotowany na taka pogode. Oddalam Dezuarze moja kurtke deszczowa, zostajac w samej bluzie. Na moj plecak zlozylismy reklamowke, jako ochrone przed deszczem, tak, ze wystawaly tylko szelki. Caly swiat wie, ze Polak i Meksykanin potrafi zrobic cos z niczego. No to sie dobralismy. Szlismy glownie w milczeniu, w rownym caly czas tak samo szybkim tempie, od czasu do czasu gadajac, jak ktos zostawal w tyle (co zdarzalo sie rzadko) to na niego czekalismy.

40432713_2092432827751609_8570659392955875328_n

Nie moglam wyjsc z podziwu co do zgrania grupy. Dopiero poznalam tych ludzi a juz czulam ze moge na nich calkowicie polegac. Z taka ekipka to mozna swiat podbijac gory zdobywac! Ledwo zapamietalam ich imiona, ale juz czulam ze tworzymy druzyne!
Na prawie samym poczatku dolaczyly do nas 2 psy. Takie tam psy z podworkowego sasiedztwa, jakich tu pelno- psow przybled. Szly z nami cala droge, troche przeszkadza no ale generalnie buena onda (czyli ze spoko). Bylismy na 6 kilometrze, bylo juz ciemno, kiedy wąż ugryzl psa. Jadowity. „Va a morir. Umrze. Jutro zobaczymy go tu martwego. „Waz byl naprawde malutki. Bylam w szoku. „Naprawde od takiego malutkiego węża va a morir?” Kropla trucizny moze zabic czlowieka. Nie moglam sobie tego wyobrazic. Nigdy w zyciu nie widzialam jadowitego weza. Ale tu mialam zywy przyklad i psa skomlejacego u naszych stop. W dzungli. W nocy. W deszczu. Zmierzajac do antycznych majanskich ruin. Brzmi jak scena z horroru, nie? Albo z komedii. Bo my ostatecznie się smialismy, montując kolejne sceny z filmu w naszych glowach. „I potem ich porwało Ufo.”; „Niee, ta klatwa Montezumy”; „Ja to mysle ze zaraz wyleci koleś z piłą mechaniczną.” Każdy z nas chciał jak najlepiej mógł oszukać przeznaczenie.

waz

Przystanelismy troche przy wężu, zeby porobic zdjecia do kolekcji Artura. Ja to bym spieprzala gdzie pieprz rosnie a oni zdjecia robia. Bylam w szoku, ale oni nie. Smierc to naturalna sprawa, pies nie widzial bo nie mial latarki. Pobiegl naprzod przed nami, oddalil sie za daleko. My mielismy latarki i zreszta robilismy duzo halasu, wiec weze sie usuwaly z drogi. Nie lubia halasu.  Wiec spoko.
„Zaufaj mi, jestem biologiem?”. No to ufalam. Bo co mialam robic?
Psy zostaly w tyle, my szlismy. Troche bardziej ostrozni niz przedtem. Po jakims czasie dolaczyly do nas psy. Opuchlizna na lapie byla duza. Bardzo chcial nas dogonic i udawalo mu sie to z trudem. Pobresito… Wiele razy zostawal w tyle i myslelismy, ze juz nie zyje, ale potem zaskakiwal nas znowu swoja obecnoscia. Nastepnego dnia o poranku takze nas zaskoczyl po pierwsze ze jeszcze zyl a po drugie, ze opuchlizna znikala xd najpewniej waz nie byl tak jadowity jak przypuszczlismy, albo byl ten pies Psem Tytanem. Ja sie sklaniam do drugiej teorii 😉
Dawniej Indianie aplikowali sobie minimalne dawki jadu weza albo zaby, zeby absorbowac troche „mocy” zwierzecia i byc bardziej odpornym. Zaraz po rytuale chorowali – mieli goraczke i opuchlizne, ale potem byliu szybsi, bardziej spostrzegawczy, zdrowsi, mieli kawalek swiadomosi weza, co pomagalo w polowaniach i w rytualach (bardziej zjednoczyc sie z natura i ze zwierzetami Mocy, ktore ich otaczaly). Wniosek: Nie tylko Meksykanscy ludzie sa silni, takze Meksykanskie psy! Byl z nami jeden chlopak zajarany ornitologia, Arturo.Co jakis czas przystawal w bezruchu, wyjmowal aparat i strzelal do ptakow zdjeciami. Gdy polowanie sie konczylo, rozpoczynala sie zywa dyskusja. Co to jest za ptak i generalnie que onda (czyli o co chodzi). Moja hostka, Dzuara studiuje Biologie morska, wiec wiekszosc naszej ekipki tworzyli przyszli biologowie. Przedzial wiekowy? 18-21. Byc moze nawet bylam najstarsza.
Ostatnie 2 km szlismy w totalnej ciemnosci, bylo juz po 20. Kazdy mial mokre buty, mokre skarpetki, kaptury, plecaki i rzeczy w plecaku. Kazdy dzwigal pare kilo na swoich plecach, kazdy dyszal ciezko – bylismy zmeczeni. Jednak nie przemknelo sie pomiedzy nami ani jedno negatywne slowo.Trudno w to uwierzyc, ale tak bylo! Trudno, bo nie wyobrazam sobie grupki tak mlodych Polakow, tudziez innych Europejczykow (jako ze jestesmy kontynentem wygodnym) w takiej sytuacji i na tyle dojrzalych, zeby trzymac jezyk za zebami. Nikt sie nie skarzyl, bo wiedzial, ze inni tez dzwigaja to samo. Zreszta po co sie skarzyc? Lepiej zamienic ta energie w cos pozytywnego. I to wlasnie robilismy. Zartowalismy.

Meksykanin jest silny i nie okazuje slabosci. To jest sprawa honoru. Ja jakbym wiedziala wczesniej ze wycieczka obejmuje 3-4 godzinny spacer w deszczu, caly czas pod gorke, to zaplanowalabym to na inny dzien. Impresionante, tymbardziej, ze wymyslili to tego samego dnia! Tak, Meksykanin nie okazuje slabosci. Mysle, ze skoro mieli juz to zaplanowane w grupie, to nikt nie chcial wyjsc inicjatywa, ze jednak nie idziemy – to jest sprawa honoru. Jeden negatywny impuls pociagnalby w dol inne osoby i jak jedna osoba by zrezygnowala, nikt by nie poszedl. Oni to rozumieja. Ta mentalnosc to odpowiedzialnosc za inne osoby. Najpierw pomysl o innych, potem o sobie. Okaz innym serce, bo naprawde wszyscy jestesmy rodzina. Tak rozszyfrowalam Latynoska mentalnosc. Mysle, ze jest to bardzo silny wplyw ich Indianskiej krwi, Indianskiej madrosci. Nawet jak jest bardzo zle, nie narzekaj i nie okazuj slabosci. Zeby nie zawiezc innych osob. Tego nauczylam sie tamtego dnia od Meksykanow.

 

40429994_2092432894418269_141006422027534336_n

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s