Marimba i piwo z polskim ksiedzem, czyli jak mnie wita Flores

 

Z Lago Atitlan przyjechalam prosto do stolicy, omijajac piekna, wedlug wszystkich Antigue, zmeczona malymi miasteczkami i spragniona miastowej energii i muzealno-estetycznych doswiadczen. „To jest stolica, na pewno bedzie pelno muzeow” – mysle sobie. Nic z tych rzeczy! Przyjechalam w piatek wieczorem, ide ulica, szukajac noclegu, a tu nagle z baru wyskakuje dwoch chlopow i zaczynaja sie szarpac na ulicy. Samochody sie zatrzymuja albo ich omijaja a oni sie tluka. „Hej co tu robisz sama?” Slysze kobiecy glos. „Szukam hostelu.” „Potrzebujesz czegos taniego? Jestem taxista, znam tu wszystko. Chodz, zaprowadze cie, to niedaleko.” Patrze jej sie w oczy. Widze troske. „Ok, moge jej ufac.” Przechodzimy posrod dziwek i podejrzanych typow. Hostel kosztuje 50 quetzali – (25 zl) drogo!!! Ale to najtaniej co jest. „Nie wychodzisz juz dzisiaj. Jutro – tak, dzisiaj – nie. Nie chodzi sie po Guatemala City po zmroku. Szczegolnie ty – gringa (czyli biala)”. Nie dyskutuje.

Okazuje sie ze nie mam czego szukac w Guatemala City. Spadam stad. Spedzam dzien w tym niezbyt przyjemnym miescie, bylam swiadkiem mega ciekawego protestu przed palacem prezydenckim. Zamiast krzyczec „nie lubimy cie, prezydencie”, ludzie spiewali „nie lubimy cie, prezydencie”, tanczyli i grali na instrumentach. W Ameryce Lacinskiej nawet protest jest dobra okazja do fiesty 😀

Wzielam nocnego busa do Flores na polnocy. 10 godzin drogi, przekraczam caly kraj. Polska jest ze 3, 4 razy wieksza od Gwate i tez sie jedzie ok 10 godzin, ale tu sa gory i „ach, te gwatemalskie drogi”…

Wiec o 6 rano przyjezdzam do Flores. Przychodze do centrum i sie ogarniam po nieprzespanej nocy. Jest niedziela. W Parque central, czyli placu glownym tego malego miasteczka staruszkowie, czekajac na msze, debatuja o polityce.

Rozlegaja sie dzwony z kosciola. „Slyszalam ze w Ameryce Lacinskiej, msze sa bardzo ciekawe. Pojde zobaczyc que onda.” To moja pierwsza msza tutaj. Male miasto, maly kosciolek pomalowany na zywe kolory, wszyscy sie znaja, uczestnicza bardzo zywo, wszyscy spiewaja na cale gardlo radosne psalmy. Atmosfera zyczliwosci, radosci i wspolnoty. Podczas „znaku pokoju”, ludzie przechodza przez caly kosciol, zeby znalezc swoich ziomkow, a jak juz sie znajda, to caluja sie po policzkach i obejmuja. Biskup macha do wszystkich i dziesiatki rak, szukaja innych rak, zeby dac sobie „znak pokoju”. Pieknie.

Ale najlepsze wydarzylo sie po mszy. Po mszy zaczeli grac na marimbie, czyli tradycyjnych drewnianych cymbalach wesole melodie, wszyscy wyszli, zajeli miejsca na krzeselkach przed kosciolem, a kobiety zaczely nakladac jedzenie… Bylam absolutnie zszokowana – rozdaja jedzenie za darmo! Tamales, czyli masa kukurydziana z kurczakiem i warzywami, jakies mieso etc. Normalnie nie jem swini, ale nawet jak to jest swinia to zjem. Ujelo mnie to, co sie wydarzylo, nie moglam odmowic takiej zyczliwosci…

Wszyscy siedza, wcinaja swoje tamale, pija kawe i horchate, a marimba przygrywa ludziom do tanca. Pieknie, pieknie, po prostu niemozliwie…

Ujeta zyczliwoscia, zapytalam co moge dla nich zrobic. „Nie muuuusisz, ale jak bardzo chcesz to mozesz pomyc naczynia”. No to ide myc naczynia. „A skad jestes? Z Polski” OoOoOoO, tak jak nasz ksiadz… Kolejny szok dla mnie.

I tak poznalam ksiedza Wieslawa Groszka (ktorego imienia nikt nie potrafi wymowic). Zaprosil mnie na polska herbate zurawinowo-malinowa (bo tutaj takiej nie ma), pokazal zdjecia i opowiedzial o misjach i o remoncie kosciola. Weszlismy na wieze, zeby zobaczyc widoki.

„Pijesz piwo?” kolejny szok tego dnia. Piwo z ksiedzem? Zawsze spoko 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s