Temazcal

Temazcal. Starozytny rytual Majow a takze Nahuatl i Aztekow.
To jest taka „sauna” w wersji de luxe spiritual. Podgrzewa się kamienie wulkaniczne na ognisku a potem wchodzi sie do takiego szalasu ktory jest szczelnie zamkniety, siadamy w kregu i po srodku kladzie sie gorace do czerwonosci abuelitas, czyli te kamienie i polewa sie je wodą. Tak ze para wypelnia pomieszczenie. Szczelnie. Ze prawie nie ma miejsca na oddech.

Każdorazowo jak wchodzą abuelitas to mówimy „bienvenidas abuelitas” czyli witajcie babuszki, bo te skały są utożsamiane z mądrością przodkiń, babć. Skaly – energia żeńska.
A ogień to energia męska.

W tym szałasie łączą się 4 żywioły – ogień, którym podgrzewa się abuelitas do czerwoności; abuelitas – ziemia, skały; woda, ktòrą się je polewa; i w koñcu powietrze jako para która uchodzi.

1200px-Codex_Magliabechiano_(folio_77r)

A teraz wyobraz sobie 20 osób w małym szałasiku który jest tak niski że nie można w nim wstać, zasłonięty kocami i skały wulkaniczne rozgrzane do czerwoności, które polewa się dużą ilością wody.

Podczas rytuału po kolei każdy uczestnik mówi z jaką intencją tutaj przyszedł, z czego chce się oczyscić, co chce od siebie oddalić, czym sié wypełnić. Niektòrzy mówili o inspiracji artystycznej, o zdrowiu, większośç chciała oddalić troski, negatywne mysli, złe wspomnienia, blokady myślowe. Szaman, mistrz ceremonii mówił o obudzeniu się nowej bardziej świadomej ery, o wyzwoleniu się od limitującego myślenia, o pójściu drogą wolności. I to wszystko przy akompaniamencie bębnów i pieśni po majañsku i po hiszpańsku. Śpiewalismy głośno, przejmująco, z całego serca. Powtarzalismy jak mantry to, z czym tutaj przyszliśmy, nasze intencje. Abre mi corazón, limpia me, guía me, otwórz moje serce, oczysć mnie, prowadź mnie. Jest to rytuał odprawiany przez wiele plemion w całej Ameryce. Służy do oczyszczenia, uwolnienia napięć. Mówi się, że jest to śmierć i narodziny na nowo. I rzeczywiscie jest tak całkowicie ciemno i tak gorąco, że pocisz sié całym ciałem. Bezustannie. Ciężko jest wytrzymać gorąco i wilgoć, więc niektórzy spuszczali głowy na dół żeby próbować wdychać chłodniejsze powietrze albo kładli się na podłodze. Ja zaczęłam płakać. Byľam pòłprzytomna, leżałam na tej podłodze jak martwa. Rzeczywiście czułam jak umieram, jsk opuszczają mnie siły. Wraz z potem i z parą ulatuje to czego chciałam się pozbyć, to, co mnie zanieczyszcza, zostaje sama esencja mnie. Palce zaczynają się marszczyć, skòra mięknie… łatwiej jest uwolnić te smutki i napięcia. Jedt też niewygodnie. Siedzimy albo leżymy na gołej ziemi. Każda zmiana pozycji kosztuje nas dotknięcie tej ziemi, która do palcòw się lepi i tak zostaje. Chcesz to wytrzeć w nogi w ręce, w brzuch dopóki nie uświadamiasz sobie, że już całe ciało masz pokryte piaskiem. Nie ma rady trzeba to przetrwać. To jest w końcu muerte, smierć. I renacer, odrodzenie się.

Rytuał trwa przez parę godzin, nie wiem dokładnie ile to trwało. Są 2 okazje kiedy można wziąć łyka wody, obmyć ciało, zaczerpnąć świeżego powietrza. Otwierają wtedy szałas, oślepia cię na chwilę blask ogniska (ja siedziałam na przecieko wejścia, gdzie jest punkt najgorętszy) i miska wody krąży dookoła.
Wszyscy są trzeźwi. Nie wolno wejsc do Temazcalu nietrzezwym. To niebezpieczne. Samo doswiadczenie jest bardzo silne, docierasz do glebin siebie, alkohol czy cokolwiek innego w takim stanie moga ci zniszczyc psychike.
Po wszystkim byłam wykończona. Czerwone od wilgoci oczy, nieobecny wzrok…
Ale też gładka, nawilżona skòra. I odświeżone mysli. Gľębokie skupienie na tym co się działo.

 

Przed wejściem do szałasu dziewczyna z okadza kazdego uczestnika kadzidłem. Tak się składa że siedziałam pomiędzy Andaluzyjką a Meksykaninem, z którym miałam dobrą ondę (good vibe). Andaluzja i Meksyk – moje dwie podróże. Siedzialam centralnie na przeciwko wejscia, czyli w najgoretszym miejscu.

Myślę, że większość ludzi nosi w sobie smutki i napięcie przez całe życie nie znajdując ujścia czasem przez całe życie. Indianie znaleźli na to sposób. Raz na jakiś czas zmierzyć się z nimi stanąć z nimi twarzą w twarz, wypocić, sprawić, żeby to spotkanie było tak silne, że mamy wrażenie że się umarło. A potem wyjść z szałasu oszyszczonym, z nową porcją energii. Renacer. Tradycyjnie robili to całą noc i wychodzili o šwicie. Szałas był ustawiony w stronę wschodu więc pierwszą rzeczą jaką widzieli było wschodzące słońce. Nowy dzień. Nowe życie. Renacer

Czasami mam wątpliwości czy wracać do Europy. A może umarłam i jestem w raju? Może ten samolot to nie byl samolot, tylko bóg Quetzalcoatl, pierzasty wąż, który zaniòsł mnie tutaj?
TO jest prawdziwe renacimiento.
Dzien po Temazcalu. Czuje sie lekka, czysta, nawilzona. Mam wiecej usmiechu, czuje sie zrelaksowana i szczesliwsza. Te wszytskie magiczne kuracje na detoksykacje reklamowane na potege w Europie to NIC w porownaniu z Temazcalem 🙂

A to wszystko w Parku Narodowym Palenque, gdzie mialam przyjemnosc mieszkac. Mieszkac w dzungli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s