Tulum

PL, ENG below
30.06
Pojechalam dzisiaj rano do Tulum busikiem Colectivo (czyli taki tani bus nie dla turystow) z przesiadka w Playa del Carmen. Fajnie bo po 2 dniach juz mialam dosc komercyjnego Cancun. Myslalam ze w Tulum spedze tylko 1-2 dni, zeby zobaczyc ruiny. Wciagnelo mnie na 5.
Tulum wydalo mi sie niesamowicie egzotyczne, niesamowicie piekne. Typowe karaibskie miasto. Szerokie ulice z niska zabudowa, neonowe domki, duzo kurzu, duzo slonca i duzo dzieci. Jak z pocztowki z jakiejs Kuby aldo Dominikany. Albo z Meksyku. Jezdzil sobie moze 14-letni chlopak rowerkiem z przyczepka i z parasolem po ulicy i sprzedawal napoj z coco i cacao. Estilo maya. Pija tu kakao tak jak to robili Majowie tysiac lat temu!

Zatrzymalam sie w kafejce internetowej. Nie bylo klientow, ale byly dzieci sasiadow, grajace w gry. Chce kupic od chlopaka napoj, ale nie moge sie zdecydowac ktory. Wybierz coco, polecaja dzieci. ¿Que rico, verdad? Pyszne, prawda?, pytaja. dziewczynka wygladajaca jak rodem z filmu Apocalypto.
Jak ogladaliscie ten film, to wiecie o czym mowie. Tutaj naprawde wszyscy tak wygladaja. Najczesciej maja krępą posturę, sniada cere, i takie majanskie, troche skosne oczy. To nie sa Meksykanie w sombrerach i z wasem. Tacy Meksykanie sa na polnocy. Ja jestem na poludniu, gdzie mieszkaja potomkowie Majow! Potomkowie ludzi dzungli.
Dziecko 5-letnie nie ma problemu zeby do mnie zagadac i gadac ze mna tak o, jak z amigą. Nie ma blokad, wydaje sie ze nie ma tez tutaj idei chierarchii oo, ktos jest inny, to sie nie odezwe. Bardzo duzo mowia,
Dlatego uwazam, ze ludzie tutaj, w Meksyku, maja o wiele wiecej wolnosci, przede wsyzstkim wolnosci osobistej, mentalnej.
Moge zapomniec o czyms takim jak idea paragonu. Mozna sprzedawac jedzenie na ulicach i nikt sie o nic nie czepie. MOZNA to robic, jest liberalizm. Wolnosc ekonomiczna. Chce to kupic, to kupie, nie chce tego kupic bo sie boje zarazkow i kurzu, to nie kupie. Mam wolna wole, mysle, to sama wiem co dla mnie najlepsze. To jest proste. Po co komplikowac zycie, ktore i tak jest juz skomplikowane?

Zatrzymalam sie u hosta, Hectora, ktory jest periodista (dziennikarzem). Couchsurfing tutaj zadzialal cudownie, bo noclegu zaczelam szukac wczoraj i dostalam blisko 7 ofert od ludzi, ktorzy byli w stanie mnie przenocowac tylko w malym Tulum (ok 30 tys. mieszkancow, tak jak Kluczbork).
Damos una vuelta por el pueblo. Spacerek po miescie. Widzielismy sklepy, stoiska, jedzenie uliczne… Hector opowiadal mi o jedzeniu z roznych regionow Meksyku. Meksyk to jak 20 krajow w jednym pod wzgledem roznicy kulturowych regionow. Slyszalam to tutaj czesto 🙂
Na jednym ze stoisk facet robil deser ktory skladal sie z: brzoskwini z puszki, sos z chile, chile w proszku, kruszony lod, potem znowu sos z chile i znowu chile w proszku. :O wiec to bylo chile z owocami.

Poszlismy do ulubionej kawiarni Hectora. Poznalam inne oblicze miasta – ozywione i turystyczne centrum pelne ludzi i barow salsy. Akurat tego dnia bylo spokojnie, z powodu wyborow na prezydenta nastepnego dnia. Spotkalismy tam jego znajoma Francuzke, ktora jak wielu przyjechala tutaj na chwile i mieszka juz tu trzeci czy piaty rok. Ciekawe, inteligentne towarzystwo, rozmawiali o zblizajacych sie wyborach i wytlumaczyli mi fenomen Tuluminati. Sa to po prostu hipisi z Tulum, ktorzy gromadza sie tutaj od lat i to od nich miasto zyskalo popularnosc rowniez wsrod turystow. Na odchodne Francuzka przytulila mnie „Bienvenida”, witaj w Tulum.
Jak siedzialam w tej kawiarence, chlonelam ten klimat, to pomyslalam, ze chyba znalazlam miejsce, w ktorym bede 3-ci miesiac pracujac, bo to jest bardzo ciekawe miasto – otwarte, turystyczne, hipisowskie, artystyczne. Potem dowiedzialam sie ze jest duzo pracy, i w zonie turystycznej mozna nawet zarobic.
Bedzie dobrze 🙂

ENG
30.06
I went to Tulum this morning with a Colectivo bus (that’s a cheap bus not for tourists) from a change in Playa del Carmen. It’s nice because after 2 days I already had quite a commercial Cancun. I thought I would spend only 1-2 days in Tulum to see the ruins. It dragged me in 5.
Tulum seemed incredibly exotic, amazingly beautiful. A typical Caribbean city. Wide streets with low buildings, neon houses, lots of dust, lots of sun and lots of children. Like from a post office with some Cuban aldo Dominican Republic. Or from Mexico. He drove a 14-year-old boy with a bicycle with a trailer and an umbrella on the street and he sold a drink with coco and cacao. Estilo maya. They drink cocoa like the Mayas did a thousand years ago!

I stopped in an internet cafe. There were no customers, but there were neighbors’ children playing games. I want to buy a drink from a boy, but I can not decide which one. Choose coco, recommend the children. ¿Que rico, verdad? Delicious, right? They ask. a girl looking like a movie from the movie Apocalypto.
When you watched this movie, you know what I’m talking about. Here, everyone really looks like that. Most often, they have a stocky posture, snia nap, and such Mayan, slightly oblique eyes. These are not Mexicans in sombreras and wasem. These Mexicans are in the north. I am in the south, where the descendants of Mayow live! Descendants of the jungle people.
A 5-year-old child has no problem to talk to me and talk to me about me, like with an amiga. There are no locks, it seems that there is also the idea of ​​chierarchy here, someone is different, it is not a question. A lot of talk,
Therefore, I think that people here in Mexico have much more freedom, above all personal and mental freedom.
I can forget about something like the idea of ​​a receipt. You can sell food on the streets and nobody cares about anything. You can do it, it’s liberalism. Economic freedom. I want to buy it, buy it, I do not want to buy it because I’m afraid of germs and dust, I will not buy it. I have a free will, I think, I know what’s best for me. It is simple. Why complicate life, which is already complicated anyway?

I stopped at the host, Hector, who is a periodist (journalist). Couchsurfing here worked wonderfully, because the night began to look for yesterday and I got nearly 7 offers from people who were able to stay only in a small Tulum (about 30 thousand residents, just like Kluczbork).
Damos una vuelta por el pueblo. A walk around the city. We saw shops, stalls, street food … Hector told me about food from different regions of Mexico. Mexico is like 20 countries in one in terms of the difference of cultural regions. I heard it here often 🙂

At one of the stands the guy made a dessert which consisted of: canned peach, chili sauce, chile powder, crushed ice, then again sauce with chile and again chile powder. So it was a fruit and a chile.

We went to Hector’s favorite cafe. I met another face of the city – a lively and tourist center full of people and bar salsa. Just that day it was calm, because of the presidential elections the next day. We met his friend Frenchwoman, who, how many came here for a moment and lives here for a third or fifth year. Interesting, smart company, talking about upcoming elections and explaining to me the phenomenon of Tuluminati. They are simply hippies from Tulum, who have been gathering here for years and it is from them that the city has also gained popularity among tourists. I was hugged by „Bienvenida” for the departing French lady, welcome to Tulum.
When I was sitting in this cafe, I’m clinging to this atmosphere, I thought I probably found a place where I would be working for three months because it is a very interesting city – open, tourist, hippie, artistic. Then I learned that there is a lot of work, and you can even earn money in the tourist zone.
It gonna be fine 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s